• logo1
  • logo2
  • logo4
  • logo3
  • logo5
  • logo7
  • logo6
  • logo8
  • logo9

Jaka jest różnica pomiędzy turystą a rasistą? ... Dwa tygodnie!

Społeczne podróżowanie w dobie nowoczesności

Ponuro-ironiczny dowcip prowokuje do refleksji nad obliczem współczesnej turystyki. Ciekawość świata niepodparta determinacją poznania lokalnego kontekstu, może stać się źródłem napięć kulturowych i gniewu.

Podróżującym po globalnym Południu grozi niebezpieczeństwo utraty samokontroli – tym większe, im rozleglejsza była ich ignorancja i im mniej w nich zdrowego rozsądku.


Utrata samokontroli, grozi ignorantom podrozujacym po globallnym poludniu

 

Poszukiwanie raju utraconego

Foldery rozdawane w biurach podróży oferują wydestylowane ze świata skrawki, kuszące egzotycznymi krajobrazami i radosnymi twarzami autochtonów. Spojrzenie to opiera się na fuzji oczekiwań odbiorców i gustach sprzedawców. Prawa popytu i podaży stanowią narzędzie kształtujące oblicze turystyki – uniwersalność tej zasady nie powinna przerażać, lecz inspirować do zastanowienia się nad przyczynami, skutkami i perspektywami rozwoju turystyki w krajach globalnego Południa.

Od kilkunastu lat obserwowalny jest wzrost zainteresowania regionem nazywanym w starszej, obecnie niepoprawnej politycznie nomenklaturze, Trzecim Światem. Wynika to zarówno z przyczyn obiektywnych, jak i subiektywnych. Do powodów pierwszego rodzaju zaliczyć można powolną stabilizację ustrojowo-ekonomiczną, zachęcająca turystów, a także inwestorów, do odwiedzin w krajach egzotycznych. Drugi powód wiązać należy z ewolucją gustów mieszkańców globalnej Północy – żądnych autentycznej przygody, przeżycia niezapomnianych chwil, czy – patrząc szerzej – manifestujących potrzebę powrotu do natury i „życia za pan brat z dobrymi dzikusami”. Archetyp wiktoriańskiego podróżnika silnie oddziałuje na wyobraźnię i, w zmienionej kulturą konsumerystyczną formie, przyczynia się do wzrostu popularności wojaży tego typu.

Świat globalnej wioski dawno utracił już białe plamy. „Wioski dzikich” w afrykańskim interiorze, do których dziarsko wyprawiali się XIX-wieczni eksploratorzy w hełmach korkowych, zastąpiły nastawione na tabuny turystów zorganizowane kooperatywy inscenizujące widowiska o nastroju cepeliady. Anegdotki o Masajach chowających w pośpiechu anteny satelitarne na widok nadjeżdżającego autobusu z japońskimi turystami i szykujących się do „rytualnego tańca, świętej ceremonii celebrowanej jedynie (!) raz do roku, nie powinny nas zaskakiwać. Wchodząc w rolę „chodzącej skarbonki”, należy liczyć się z tym, że ktoś nieustannie tworzy narzędzia do wyjmowania z niej monet.

Mikrokosmosy etniczne w Afryce podlegają tym samym prawidłom, co malarstwo w Niderlandach, czy produkcja oscypków na Podhalu. Ich komercjalizacja jest nieuchronna. Nie przeczy to oczywiście istnieniu regionów, których mieszkańcy z rzadka mają kontakt z turystami z globalnej Północy, a ich życie codzienne podlega zasadom tradycji niewymuszonych tandetą komercji. Generalizując jednak, należy zasygnalizować, iż prawdopodobieństwo wyjazdu do Afryki w oparciu o ofertę biura podróży minimalizuje szansę na kontakt z kulturami rdzennymi, przestrzeniami niezawłaszczonymi przez :oko Europejczyka”. Autentyczność jest towarem zbyt dochodowym, by nie dało jej się sztucznie kreować!

Zauważyć także należy, iż alterglobalistyczne ścieżki zwiedzania podlegają – w mniejszym, ale zauważalnym wymiarze – podobnemu procesowi utowarowienia. Hostele dla backpacersów w Afryce wypełnia najczęściej „bananowa młodzież” z globalnej Północy, którą – poza plecakami – nic już nie łączy z etosem podróży na własną rękę. Łatwo też dostrzec, że ich ekwipunek – zakupiony kilkoma kliknięciami przez internet lub dobrany przez sprzedawcę w centrum rekreacyjnym – kosztuje niejednokrotnie więcej niż roczne przychody hostelu, w którym się zatrzymują. Termiczna bielizna, superszczelne bluzy, buty renomowanych firm górskich (do chodzenia po mieście) są modne i moda ta nie omija strzech hosteli afrykańskich. System działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego i nieustannego dopasowywania potrzeb do oczekiwań. Skutkiem tego „turystyka kwalifikowana” eroduje w stronę przemysłu „all-inclusive & last minute style”. Skrajnymi przykładami degrengolady moralnej etosu turysty wydaje się seksturystyka i slumtourism – oparte na uprzedmiotowianiu autochtonów przez próżniaków z „leisure class” i braku jakiejkolwiek empatii kulturowej.

 

Nowoczesność i post-turystyka

Narodziny nowoczesnego stylu podróżowania miały miejsce w połowie XIX w. Kilka lat przed Wiosną Ludów brytyjski przedsiębiorca, baptyjski misjonarz Thomas Cook zorganizował kolejowy wyjazd na spotkanie ruchu na rzecz trzeźwości. Szybko okazało się – zgodnie z prawami ekonomii – że zainteresowanie ofertami wypoczynku dynamicznie rosło. Grand Tours zarezerwowane dotychczas dla arystokracji, mające kształcić i uwrażliwiać elitę, zostały wyparte przez egalitarne i masowe przemieszczanie się dla relaksu. Wygoda usługi dostarczonej do odbiorcy zadecydowała o szybkim rozwijaniu się rynku biur organizujących różnego rodzaju wojaże. Umasowienie turystyki nie jest wadą – błędem było jednak oderwanie jej od nowożytnego kontekstu podróży o charakterze edukacyjno-przyjemnościowym. W egalitarnym i hedonistycznym kolekcjonowaniu wrażeń kryło się niebezpieczeństwo braku szacunku wobec kultur zewnętrznych, a także ich psucie i kształtowanie na obraz pożądany przez turystów.

Warto proces ten umieścić w szerszym kontekście nowoczesności: redefinicji sfery publicznej i prywatnej, zmian organizacji pracy i transportu, rewolucji przemysłowej, transformacji struktury społecznej. Symptomatyczne jednak okazało się, że pierwsi turyści podróżowali na miting ruchu na rzecz trzeźwości – wydaje się, że poszukiwanie odtrutki, tudzież chęć przezwyciężenia kaca nadal mobilizuje do podróży. W przypadku współczesnych wypraw na globalne Południe częściej chodzi jednak o kaca moralnego – pozornego waloryzowania obszarów postkolonialnych, pozytywnego oddziaływania na ludy przez pokolenia traktowane przedmiotowo.

W podróżach po Afryce jasno widać brzemię europocentryzmu i okcydentalizmu. Celem jest prawie zawsze niedookreślona egzotyka, obszary baśniowe, ludzie „inni”, im bardziej „prymitywni”, tym lepiej. Ciekawość mieszkańców globalnej Północy koncentruje się na pięknie krajobrazu i szacunku wobec cywilizacji – niestety, ale przedkolonialnej. Według wszelkich statystyk, najpopularniejsze destynacje w Afryce to Egipt, Maroko, Kenia, Tanzania i RPA. Statystyczny turysta wybiera między poszukiwaniem „wielkiej piątki” na safari po sawannach wschodniej i południowej Afryki, a zabytkami cywilizacji egipskiej i arabskiej. Jeżdżąc do Afryki, traktuje się ten kontynent jako park narodowy lub stanowisko archeologiczne. Niestety, ale łatwo to dostrzec śledząc masowo publikowane relacje „eksploratorów Czarnego Lądu” – trywialne impresje dziennikarzy tabloidalnych, którzy – po dwuniedzielnej pielgrzymce na safari – czynią się ekspertami od Rwandy, Zanzibaru etc. Miejsce pokory reportażysty w ich narracji zajęła ignorancja i powielanie ewolucjonistycznych klisz poznawczych.

 

Turystyka odpowiedzialna i social travelling

Granice mego języka wskazują granice mego świata, jak mawiał klasyk. Nomenklatura opisu zjawiska turystyki ewoluuje wraz z transformacją społeczeństw globalnego Południa i ich percepcją, która dokonuje się na globalnej Północy. W oficjalnych dokumentach organizacji międzynarodowych kwitnie dyskurs promujący „odpowiedzialność”, „zrównoważenie”, „globalność”, „rozwojowość”. Edukacja, pomoc, rozwój razem z turystyką stały się ureflkesyjnione w wymiarze tej narracji. Turystyka zyskała barwne przymiotniki, zmieniając lekko pejoratywny odcień samego rzeczownika „turysta” na idiomy mniej klarowne.

Turysta winien być „świadomy” i „odpowiedzialny”. Cóż to oznacza? Odnieść można wrażenie, że konceptualizacja nowego dyskursu wielokrotnie dokonywana jest na siłę, przez żądnych niesienia kagańca oświaty (i niepotrzebnie trudnych wyrazów) aktywistów. Zgodnie z tradycją ONZ, żeby zdiagnozować problem, najpierw należy go jednak nazwać. To „oswojenie” generować może jednak wiele nieporozumień.

W latach osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych modny stał się zwrot „turystyka alternatywna”, „turystyka łagodna” oraz „ekoturystyka”. Wkrótce hasła te zostały wyparte przez – poprawne politycznie obecnie – „turystykę zrównoważoną” i „odpowiedzialną”. Na uwagę zasługują także projekty social travellingu, oparte na założeniu o dzieleniu się doświadczeniami między podróżnikami, budowania nowego, negocjowalnego modelu post-turystyki. Social travelling to zarówno styl podróży, jak i mechanizm dystrybucji wiedzy, kształtowania relacji –między osobami decydującymi się na wyjazd na globalne Południe, a także stosunków między gośćmi a gospodarzami. Social travelling przenika się z innymi projektami powiązanymi z wizją społeczeństwa sieciowego – relacji opartych na zaufaniu, gościnności, rozwijaniu komunikacji, udostępnianiu noclegów „4free” (CouchSurfing, Hospitality Club, Pasporta Servo, BeWelcome) lub za stosunkowo niewielkie opłaty (Staydu, Airbnb, Wimdu, 9flats). Wszystkie te oddolne inicjatywy odwołują się do spuścizny współdzielonej konsumpcji (collaborative consumption) i ekonomii dzielenia się (sharing economy), stanowiąc coraz silniejszą konkurencję dla ofert biur podróży.

Social travelling, turystyka zrównoważona i odpowiedzialna uprawiane są przez turystów świadomych wpływu swojego pobytu na lokalne systemy społeczne, ekonomikę, środowisko przyrodnicze. Stan umysłu nazywany „świadomością” oznaczać ma znajomość kontekstu lokalnego, etnicznego, kulturowego. „Turysta odpowiedzialny” jest tolerancyjny – w oświeceniowy sposób rozumienia zwrotu tolerancja. Dostrzega różnice w otaczającym go świecie i je akceptuje, adaptując się do nich. Nie stara się ingerować w rytm życia autochtonów. Działa perspektywicznie, widząc długofalowe skutki swojego pobytu. Ma na uwadze skalę ubóstwa, obszary wykluczenia, zatrudnienia. Jego postawa bliska jest percepcji współczesnego etnografa, tudzież socjologa, historyka i ekonomisty. Interdyscyplinarność bywa jednak często wymówką dyletantów. Tak też, przynajmniej częściowo, stało się w przypadku zrównoważonej turystyki. Warto zastanowić się nad sensownością często nadużywanych zwrotów. Pomoże w tym zdrowy rozsądek i elementarna wrażliwość społeczno-kulturowa.

Odpowiedzialna turystyka jest zbiorem zasad etycznych, systemem aksjonormatywnym, który ma potencjał do przeistoczenia się w paradygmat. To typ idealny, którego operacjonalizacja jest – jak większość inicjatyw naprawczych powstających w gabinetach decydentów w Europie i w USA – utopijna, ale samo do niej dążenie jest ważne, zwłaszcza w wymiarze edukacyjnym. Tym cenniejsze wydają się inicjatywy social travellingu zakładające utrwalenie interakcji między podróżnikami oraz autochtonami oraz tworzenie efektywnie działających platform wymiany poglądów – gdzie dokonuje się redukcja uprzedzeń i stereotypów oraz mozolne wykuwanie postaw opartych na dialogu i tolerancji.

Zauważyć należy, że model social travellingu to także rzadki przykład zintegrowanego podejścia do zagadnień rozwoju i edukacji. Łączenie turystyki z aktywizacją społeczno-ekonomiczną nie musi odbywać się kosztem dziedzictwa kultury, stawiania potiomkinowskich skansenów i niszczenia bogactwa świata przyrody. Dialog między podróżnikami wracającymi z globalnego Południa stanowi z kolei kluczowy element edukacyjnej strategii zmiany wizerunku subsaharyjskich państw upadłych, oddziaływania na opinię publiczną globalnej Północy dzięki dostarczaniu wiedzy rzetelnej. W rolę ekspertów social travellingu wcielić może się każdy, kto nie boi się konfrontacji swoich poglądów i jest ciekaw impresji innych podróżników. Social traveler jest podróżnikiem aktywnym, unikającym „dróg na skróty” oferowanych przez biura podróży.

Propaganda zrównoważonego rozwoju w epoce eksplozji usług turystycznych oraz kształtowania się społeczeństw opartych na dystrybucji wiedzy zyskała cennego sojusznika. Z racji na świeżość terminu i wielość definicji, nie można social travellingu uznać za wykrystalizowany paradygmat. Jest bardziej stylem podróżowania, typem wrażliwości, modelem dzielenia się przestrzenią i wiedzą, tudzież przestrogą dla osób pozbawionych zdrowego rozsądku. Założenie, że u przyczyn niewłaściwego stylu podróżowania leży niewiedza, a nie ignorancja i pycha, jest szczytne. Przekonanie, że u ludzi można wyrobić prawidłowe nawyki podróżowania musi jednak iść w parze z aktywną polityką, której adresatem nie są jednostki, lecz instytucje – np. biura podróży, ministerstwa, fundacje promujące dziedzictwo narodowe. Wydaje się, że – póki co – brak dialogu między agendami promujących zrównoważoną i odpowiedzialną turystykę a instytucjami tworzącymi przemysł rozrywek turystycznych. Samą kontestacją niewiele się uczyni. Social travelling wypełnia tą lukę, oferując interaktywne, społecznościowe platformy wymiany poglądów, co – w dalszej perspektywie – musi zaowocować zmianą praktyk firm oraz wykształceniem się koherentnych polityk opartych na poszanowaniu zasad zrównoważonego rozwoju.

Podkreślić należy, że szeroka definicja turystyki zrównoważonej niesie także ze sobą inne niebezpieczeństwa. Biura podróży – gdy tylko dostrzegą opłacalność – mogą szybko wpisać do każdego folderu zwrot „odpowiedzialna turystyka”. Certyfikaty szybko mogą przeistoczyć się w marki, którymi się handluje i spekuluje. Polisemantyczny i procesualny charakter definicji „turystyki odpowiedzialnej” jest konieczny, może jednak stać się kolejnym narzędziem socjotechniki i marketingowych łowów na konsumenta egzotycznych wojaży. Social travelling – z racji na negocjowalny i usieciowiony charakter dystrybucji wiedzy, oparcie się na kapitale społecznym i zaufaniu – niesie ze sobą o wiele mniejsze ryzyko utowarowienia. „Podróżnictwo społeczne” jest inicjatywą bardziej oddolną, egalitarną i mniej podatną na komercjalizację.

Dlaczego należy promować social travelling? W odpowiedzi na to pytanie można przytoczyć prowokujący do refleksji dowcip: „Jaka jest różnica pomiędzy turystą a rasistą? Około tygodnia!”. Ponuro-ironiczny żart skłaniać powinien do zastanowienia się nad obliczem współczesnej turystyki. Ciekawość świata niepodparta determinacją poznania lokalnego kontekstu, może stać się źródłem napięć kulturowych i konfliktów. Podróżującym po globalnym Południu grozi niebezpieczeństwo utraty samokontroli – tym większe, im rozleglejsza była ich ignorancja i im mniej w nich zdrowego rozsądku i wrażliwości kulturowej. Warto zatem promować social travelling, „po to by podróż przemieniła się w coś więcej niż tylko przygodę”, a różnica między turystą a rasistą wiązała się nie z długością pobytu na „Czarnym Lądzie”, lecz z dostępem do wiedzy o społecznym charakterze podróżowania.

Autor: dr Błażej Popławski, Polskie Towarzystwo Afrykanistyczne